Kazde dziecko jest inne :-). Jedni ucza sie siadania i zalatwiania na nocnik w wieku 1.5 roku inni w wieku 3.5 roku. Dziewczynkom przychodzi to z reguly latwiej- z prostego wzgledu grawitacji. Latwiej jest dziecku zalatwic sie jesli siedzi a nie robi to “na stojaka” bo grawitacja dziala na korzysc siedzacych. Dlatego na poczatku warto dziecko (chlopcow rowniez) sadzac na pupie (na sedesie lub nocniku rzecz jasna).
Sa dwa glowne sygnaly ktore swiadcza ze dziecko jest gotowe do nauki nocnikowania:
1) Kontakt werbalny (dziecko musi byc w stanie powiedziec ze chce siusiu lub w jakikolwiek inny sposb zasygnalizowac chec zalatwienia sie)
2) Sporadycznie budzi sie rano z sucha pieluszka
Nauczenie dziecka siusiania na nocnik wymaga niezwyklych pokladow cierpliwosci.
Jeden z moich blizniakow- Andrzej, chetnie siadal na toalete i nocnik i robil
siusiu i kupke od razu, nie trzeba bylo go namawiac. Mial 2 lata jak sie
nauczyl. Incydenty zdarzaly sie mu, owszem ale byly to incydenty. Krzyz Panski
mialam z Robertem (blizniak nr 1 bo pierwszy wyszedl na swiat). Nad nocnikiem
robil mostek, darl sie wnieboglosy i w ogole fizycznie nie moglam go za
przeproszeniem na tylku posadzic bo wyginal sie w palak. On nawet patrzec na
toalete nie chcial! Przeciez nie bede dziecku kregoslupa lamac zeby siadl na
desce sedesowej. Na jakis czas odpuscilam zeby nie forsowac problemu bo skutek
mogl byc odwrotny od zamierzonego. Co jakis czas robilam mu tzw "proby
ognia"- np. dzien w zwyklych majteczkach. Konczylo sie na 10-krotnym
przebieraniu od stop do glow a syn nadal na nocnik nie wolal i nie chcial w
ogole na nim siasc. Argumenty ze tatus (ktory jest idolem tego akurat syna)
robi siusiu na toalete tu akurat na nic sie zdaly. Robert byl oporny jak
przyslowiowy osiol.
W miedzyczasie zauwazylam ze tak jest z wieloma sprawami w przypadku Roberta-
siedziec przy stole gdy jemy-nie. Sok jablkowy-nie. Jak pora isc spac to
histeria, jak nie pora to chetnie by pospal itd. Perswazja i tlumaczenie nie
dzialaly, trzeba bylo wiele rzeczy implementowac sila (wlacznie z
przymocowywaniem do krzesla za pomoca specjalnych szelek :-). Stwierdzilam ze
tak samo bedzie w przypadku nocnika i sila zaczelam przytrzymaywac go na
siedzeniu (darl sie wnieboglosy, zastanawialam sie co sasiedzi o mnie mysla).
Zajela nam ta walka 4 dni. Ale koniec koncow nagle Robert bez krzyku zaczal
siadac na toalete i nocnik co uznalam za sukces.
Zwyczajowa konwersacja z moim synem wygladala tak:
Pytalam: Chcesz zrobic siusiu?
On mowil: Nie!
Ja znow: A siadziesz na nocniku?
On mowil: Tak.
Czasami konczylo sie to faktycznie
zalatwieniem sie, czasem nie. Pytalam naprawde po 100 razy dziennie: Chcesz
siusiu? Do znudzenia. Ale zrobilismy krok do przodu bo syn nareszcie siadal!
Natomiast siusiu nadal nie robil, wolal pieluche i juz.
Moi chlopcy od bardzo dlugiego czasu nosili juz pieluchomajtki aby przyzwyczaic
ich do idei majtek w ogole. Pozniej przerzucilam sie na majteczki do nauki
nocnikowania (ale zaluje ze zrobilam to tak pozno bo Robert na pewno nauczylby
sie siusiac do toalety szybciej gdybym zalozyla mu te majtki 6 miesiecy
wczesniej). Prawda jest taka ze stosowalam na zmiane pieluchomajtki Pampers
oraz zwykle majteczki i majteczki do nauki nocnikowania. Efekt byl taki ze
chlopcy raz wolali na nocnik, raz nie i konczylo sie totalna przebieranka.
I wowczas wpadla mi w rece ksiazka Jo Frost (czyli angielskiej superniani).
Przeczytalam tylko jeden rozdzial: O nauce nocnikowania :-)
I kilka waznych rzeczy utkwilo mi natychmiast w glowie: jesli juz zdecydujesz
sie na nauke siusiania do nocnika lub toalete NIGDY JUZ NIE ZAKLADAJ DZIECKU
PIELUCHY. To wprowadza niepotrzebna dezorientacje u malucha bo on nie wie kiedy
moze siusiac a kiedy nie wiec wybiera opcje wygodniejsza.
KONTROLUJ PLYNY: jest jasne ze jesli dziecko wypije okolo 150-200 ml plynu to
za godzine-poltorej bedzie musialo zrobic siusiu. Przed snem zaleca sie danie
dziecku 100 lub 150ml plynu i okolo godz 23.00 wysadzenie go na nocnik (nawet
przez pol-sen). To z reguly wystarcza do rana aby dzieciak byl suchy. Rano:
pierwsza rzecz: na nocnik!
NA SPACERZE: kup i nos ze soba nocnik turystyczny (sprawdzilam na sobie:
Petitte Potette sa najlepsze bo mozna je przeksztalcic w nakladke sedesowa).
Gdy dziecko prosi siusiu bedac na zewnatrz jest sie wowczas niezaleznym od
publicznych toalet ktore sa obrzydliwe (bardzo czesto niestety).Te nocniki
mozna wlozyc do podrecznej torby i zabrac ze soba wszedzie, to swietna sprawa.
JESLI DZIECKO ZSIUSIA LUB SFAJDOLI SIE W MAJTKI- dac mu troche poczuc ten
dyskomfort. Nie biec od razu zeby przebierac i czyscic. Niech malec troche
poczuje ze jest mokro, zimno i smierdzaco. Nie zawstydzac. Po prostu
powiedziec: Znowu nasiusiales w majtki i na podloge? No to niedobrze! A gdzie
robi sie siusiu? I dziecko powoli zaczyna odpowiadac: Na toalete, na nocnik itp.
Ja mylam pupe Robertowi w lodowatej wodzie jak zalatwial sie w majtki bo on
niestety zalatwial sie “na rzadko”... To tez spowodowalo ze odechcialo mu sie
numerow bo bardzo tego nie lubil.
Robert nauczyl sie zalatwiac na toalete po 4 dniach od rygorystycznego przestrzegania
tych prostych zasad.Fakt faktem przez te pierwsze 4 dni przebieralam go po 10-15
razy dziennie. Ale piatego dnia-jak reka odjal. UDALO MI SIE! Nawet Panie w
zlobku krecily glowami.
Wiem ze moje metody moga sie czasem wydac troche drastyczne ale ja po prostu
balam sie ze moi chlopcy pojda do szkoly i beda siusiac w majtki (w Wielkiej
Brytanii dzieci ida do szkoly w wieku 5 lat). Bylby dopiero wtedy wstyd! A
tak-skutecznie ich nauczylam siusiac tam gdzie nalezy.
I jeszcze jedno: idea majteczek byla fajna gdy mowilam ze to "majtki dla
duzych chlopcow, nie dzidziusiow". To bardzo podnosilo ich range w oczach
moich dzieci.
Majteczki do nauki siusiania- fajna rzecz- nie dlatego ze trzymaja siusiu tak jak pielucha- ale wlasnie dlatego ze nie trzymaja. Tzn gdy dziecko sie w nie zalatwi to miedzy tymi majtasami a zwyklymi z bawelny jest taka roznica, ze po prostu nie leje mu sie od razu po nogach. No i czuc “mokry” dyskomfort- robi sie zimno i niezbyt milo. Pamietam jak Robert zsiusial mi sie w te majtki na srodku ulicy- nie przebralam go od razu, wrecz przeciwnie, kazalam mu maszerowac do samochodu w mokrych galotach. Szedl prawie “ w szpagacie” a ja wewnetrznie dusilam sie ze smiechu bo wygladalo to przekomicznie. Niemniej jednak synowi nie dalam poznac ze smieszy mnie ta sytuacja bo zaczalby to robic permanentnie a nie o to chodzilo.
Jak zwykle- mozna dziecko nauczyc siusiania w tydzien ale trzeba byc po prostu konsekwentnym i przestrzegac prostych zasad, nie odpuszczac. Dac sobie ten tydzien na nauke i nie zalamywac sie po pierwszych 3 dniach. Tydzien ma przeciez 7 dni :-)
Powodzenia!